Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agatka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 września 2012

Przedszkolak

Poszła więc moja Mała Dziewczynka wczesnym rankiem do Przedszkola.

Zawieźliśmy Ją dzisiaj wspólnie.

W zaspanych ciemnych oczętach dostrzegłam zmęczenie. „Nie ciuję się dobzie, mamo”…  - padło jako określenie odczuwanego stanu niewyspania.

Pokazała Tatusiowi swoją szafkę. Kapcie zmienione, bluza na wieszaczku, dziutka w rączce. Kroczymy w stronę Sali. Garstka tam tylko dzieci przy małym stoliczku, ale jest i uśmiechnięta Pani, która błyskawicznie podchodzi do Agatki.
W słonecznej sali, tej samej w której dobre sześć lat temu zostawała niespełna dwuletnia Dominisia, jeszcze ze smoczkiem, Agatka rozgląda się niepewnie wokół szafek z zabawkami. Jest uśmiechnięta i wie, że zaraz się pożegnamy. Rozmawiam chwilkę z Panią, która rozwiewa moje obawy.

Czas gnać do pracy. Kiwamy Agatce, pa pa. Odpowiada nam uśmiechnięta buźka i łapka w górze.

A teraz siedzę tu i myślę. Litery i cyfry bezwiednie wpadają na klawiaturę. Skaner brzęczy, za oknem słońce świeci wysoko.

Ciekawe, jak będzie spała. Bo to dziś pierwszy raz. Czy nie zagubi gdzieś dziutki. Czy jedzenie jej zasmakuje. Czy w ogóle będzie COŚ jadła. Czy nie odstawi sceny histerii, po której nie będzie można Jej uspokoić. Czy będzie słuchała Pani, bawiła się z dziećmi. Czy nie będzie tęsknić za mamą. Czy nie zarazi się jakimś choróbskiem…
Czy, czy, czy.

wtorek, 24 stycznia 2012

Najmilszy z gości

Do firmy, w której pracuję, przychodzą przeróżni ludzie. Będąc jedną z pierwszych osób, którą widać „na wejściu” mam z nimi kontakt czy tego chcę, czy nie; czy akurat jem śniadanie, piję kawę, piszę maila, rozmawiam przez telefon,  czy też oddaję się całkowicie swojej pracy a więc przerzucam papiery bądź zmieniam w niszczarce worek:D Czasem też przyjmuję stosy korespondencji, parzę kawę najlepszą w firmie i walczę z tabelami w ekselu przygotowując dla księgowej miesięczne zestawienie  dość poważnych transakcji.

Witam więc tych ludzi serdecznym uśmiechem, przecież czekam na nich cały dzień;-) Wśród tych ludzi są dostawcy towaru, materiałów, osoby z urzędów, instytucji, goście do Prezesa, pracownicy obecni kierujący swe kroki ku mojej koleżance kadrowej i potencjalni, którzy pragną złożyć swoje aplikacje. Są też kurierzy przeróżnych firm, przystojny znajomy listonosz i cała masa innych, czasem nieco zagubionych przybyszy szukających zazwyczaj urzędu, który znajduje się w niedalekim pobliżu.

Dzisiaj trafił do nas niespodziewany gość. Początkowo bardzo nieśmiało się rozglądający, dość szybko obdarzył  mnie uśmiechem z racji tego, że jestem na pierwszym planie. Patrzyłam ze wzruszeniem, jak małe nóżki drepczą w moją stronę z wyciągniętymi rączkami. Na czerwonych policzkach malowała się radość i ciekawość miejsca, które przyszło Jej odwiedzić. A w ciemnych oczkach i na buzioli uśmiech. 

Mamy Praca. Moja Córeczka.

Przywędrowała, a raczej przyjechała we wózku z Tatusiem, który stwierdził, że skoro codziennie te samy trasy przemierza, dziś zboczy z trasy i podejdzie do mnie. Cóż to dla niego, te 3 kilometry. Po takim spacerze to i zdrowszy sen będzie. Dla obojga:)

Bardzo szybko obległy Ją moje koleżanki. Wśród nas dorosłych wyglądała jak mały krasnalek w swojej czapce z pomponem. One zachwycały się Nią, a Ona bacznie przyglądała się twarzom podając na prośbę rączkę, by się przywitać. Jednocześnie wyczułam Jej lęk przed nieznanym, gdy z uśmiechem wtulała się we mnie. A ja?

Zdjęłam Jej czapkę, wzięłam za rączkę i poprowadziłam po wszystkich biurach, by pokazać Ją pozostałym kolegom i koleżankom. Zrobiłam to z radością w sercu, w końcu to moja duma i drugi najcenniejszy skarb. No i najmilszy, w dniu dzisiejszym, wyjątkowy Gość.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

I bunt dwulatka...

już stopniowo się pojawia.
Choć do ukończenia dwóch latek pozostały mojej małej córci wnet dwa miesiące, można zauważyć u niej wiele nowych cech, których siła przejawiania bierze coraz większą moc. Tutaj nade wszystko potrzebna jest cierpliwość, i wytrwałość w konsekwencji.
Zmęczonym i zapracowanym rodzicom, o wiele trudniej przychodzi walczyć z tym małym złośliwym chochlikiem, który zamieszkał w małej główce naszej rezolutnej Agaty.
Buntuje się coraz częściej i coraz bardziej przeciw najzwyklejszym codziennym czynnościom. Przy czym słowo "nie" stało się jednym z najczęściej używanych przez Nią słów. Trudno ocenić, czy czasem wypowiada je z chęci zwykłej przekory będąc skorą do zabawnych igraszek, czy też rzeczywiście tak myśli. I tak, zwykłe ubieranie staje się po chwilą walką, bo mała nie ma zamiaru akurat wkładać spodni. Jedzenie obiadku to niemal dyplomatyczna wymiana zdań, zachęcająca w przeróżny sposób do spożycia posiłku. Bardzo często kończy się wypowiadanym "nie" po wielokroć, kiwaniem główką w obie strony i charakterystycznym mrużeniem oczu; patrząc na jej mimikę twarzy można się poczuć jak w rozmowie z niemal dorosłym człowiekiem. Gdy Ją o coś poproszę, słyszę "nie". Gdy zaczynam tłumaczyć, reakcją jest płacz, błyskawiczny. Gdy czegoś zabraniam - podobnie, płacz przechodzi w żałosny lament.
Bardzo weszło Jej w krew powtarzanie. Dubluje wszystko - głos, gesty, mimikę. Gdy słyszy śmiech, często z powodu Jej zachowania, również się śmieje. Wtedy rozumiem, że Ona nie wszystko pojmuje tak, jak nam się wydaje. Że Jej rozwój przypomina wspinanie się po schodach - własnej, coraz bardziej świadomej egzystencji.
Próbuję odtworzyć w pamięci zachowanie Starszej w wieku Młodszej. O dziwo, niewiele mogę sobie przypomnieć. Wydaje mi się, że "prawie" nie było przy Starszej tak trudnych jak teraz, momentów. Chyba tylko mi się tak wydaje.
Agatka wreszcie porozumiewa się z nami, będąc tego faktu bardziej świadoma niż kiedykolwiek. Nie zawsze słucha, ale wiem, że rozumie już niemal wszystko. Jeśli nie wyrazi tego swoją mową, widać to w Jej oczach. Ona mówi po swojemu, my Ją rozumiemy. A może nam się tylko tak wydaje, bo przecież świat dorosłych to nierzadko świat wyrażania próśb, opinii, czasem rozkazów... w którym gubimy umiejętność zwykłego słuchania. Może nadeszła pora, byśmy wsłuchali się jeszcze bardziej w nasze małe Dziecko.

wtorek, 8 listopada 2011

Jo

Rozwój mowy u mojej Najmłodszej córeczki przebiega powoli, ale stopniowo. Pojawiają się co rusz nowe słowa, nie zawsze do końca zrozumiałe. Czasem wprawiają nas w śmiech, a czasem… w kompletne osłupienie.
Wynika to z tego, że większość słów wypowiadanych przez najbliższych łapie w mig. 
W mig połapuje też wyrażenia, które sama sobie bardzo dobrze interpretuje.
I tak, ponieważ mieszkamy na Kaszubach i, ponieważ słowo to dla nas jest tak zwyczajne jak chleb powszedni, a wszyscy staramy się uczyć Agatkę wymawiania tego słowa po polsku , a ponieważ Ona jest bacznym obserwatorem… Wypowiada je więc tak, jak my.

Słówko „tak”, po naszemu, po kaszubsku, brzmi „Jo”.

Ona doskonale zna obydwa ich znaczenia. Na każde zapytanie, odpowiada słodkim „takk” z akcentem na „k” i „jooo” z cudnie wydętymi usteczkami. 
No i potrafi być ujmująco przekorna:)

Wygląda to mniej-więcej tak:

-Agatko, zrobimy siusiu?
-Tak.
-Agatko, a oddasz mamusi smoczka?
-Jooo…
-Agatko, a chcesz mleczko?
-Jooo.
-Agatko, a kochasz mamusię?
-Nie.

:-)

piątek, 26 sierpnia 2011

Schyłek Lata

Dzisiaj piątek, piękny słoneczny poranek na koniec wakacji. Pogoda iście plażowa – ach, żebym tak mogła, jeszcze skorzystać…

Już za tydzień nowy rok szkolny, powrót starych-nowych obowiązków, od których tak miło odpoczywało się latem.

Dzień uśmiecha się do mnie, a ja myślę, jak tutaj się zorganizować – mąż w weekend idzie do pracy.

Wieczorny rytuał usypiania Agatki wzbogaca się o śpiewane kołysanki. Takie, które śpiewałam niegdyś małej Dominisi.

„Śpij Maleństwo już – słodkie oczka zmruż
Tyle chcesz przejść nieznanych dróg – a tu czas
Na spanie już
Śpij Agatko już – za Tobą księżyc świeci tuż
Nie dorastaj, nie – masz czaaaas
Niech Cię sen otuli już…”

Zdecydowanie domaga się mojej bliskości, i wystarczy 15 minut tulenia małego ciałka do piersi – a Dziecię pomrukując zadowolone zasypia. Nie szczędzę Jej tych chwil – w końcu cały dzień przebywam bez Niej, bez Nich, poza domem.

Starsza wyłapuje ostatnie chwile w towarzystwie koleżanek na dworze. Fruwają karteczki, segregatory, kwitnie wymianka. Co rusz przybiega to po rolki, to po rower, to po koc i lalę z akcesoriami, to umawia się do koleżanki.

Wieczorem pada wykończona, ledwie zdążę z nią porozmawiać. Ma tak wiele swoich "własnych spraw". Moja duża panna.

zdjęcie pochodzi z internetu:)

wtorek, 2 sierpnia 2011

Córeczki


"Dzieci wnoszą w życie ich rodziców wiele słonecznych chwil, ale również wiele nowych, nieoczekiwanych wyzwań"

One dwie. 

Pierwsza, najstarsza, wiedzie prym, w każdej dziedzinie i z racji tego, że jest starsza, ciągnąc za sobą małą dłoń siostrzyczki. Pokazuje Jej świat w sposób koleżeński, choć czasem zrozumiały co najmniej dla siedmiolatków. Tłumaczy, wzrusza ramionami, wzdycha, podnosi wzrok ku niebu…  śmieje się, wygłupia, kładzie na podłodze, skacze, improwizuje, naśladuje. Jest pełna dziecięcej prostoty, beztroski i bezpośredniości. Pokazuje Agatce karteczki ze zwierzątkami, mówiąc:

-Kim jesteś? Bo ja jestem tymi trzema kotkami a Ty tymi dwoma pieskami. A które pieski Ci się najbardziej podobają? Bo mi te małe.

-No, podaj mi tę piłkę, no rzuć, no chodź, no usiądź… nie siadaj, mama weź ją!!!

Kochana, pomocna, rezolutna, czasem rozumiejąca-o-pięć-minut-za-późno, gdy mama musi prosić o coś dwa razy, (razy trzy:)). Bardzo troszczy się o siostrzyczkę. Pomoże Mamie - wyrzuci śmieci, wyskoczy do sklepu, podejdzie do sąsiadki po klucz do suszarni. Coraz bardziej mądrzejsza, coraz bardziej „dorosła”. Mówi o sobie „Siostra”.


Druga, Młodsza, chłonąca otaczający świat całym swoim malutkim jestestwem. Świat poznaje szybko, szybciej aniżeli Starsza kiedyś w jej wieku. Tak szybko jak dzieją się rzeczy wokół niej za sprawą Starszej. Z zapałem zabiera się za pudełko z kredkami, którymi to maluje siebie i wszystko wokół. Chyba, że zdąży dobiec mama lub inny ktoś. Łapie się za telefon Młodej i z powagą mówi swoje „Ało?”, dobiera się do jej rolek, kapci, gier, plecaka, książek, lalek… Z upodobaniem próbuje „wyjąć” z gazetki zabawkę czy też wózki dziecięce z gazety o dzieciach. Prosi o to rodzica. Próbuje „odpiąć” rzepy w całkowicie gumowych butach lalki:)
Rozbraja nas! Myśli, obserwuje, i tak wiele rozumie. Tuli się do Starszej, a uśmiech nie schodzi z jej buźki.


One dwie.

Są zupełnie różne. "Chowają się" - każda zupełnie inaczej. Obie są na swój sposób cudowne i wyjątkowe. Moje kochane córeczki.


czwartek, 21 lipca 2011

Pogadajmy

Pojawiła się zupełnie niespodziewanie, tak jakby obok nas, ale przecież z nami, z naszą najmłodszą córeczką.
Choć niewyraźna, to na pewno zauważalna, i, choć była już wcześniej i przybierała różne formy, to teraz zaczyna... zachwycać:)
O czym mowa? A o niczym innym, jak o niej, o  dziecięcej m o w i e. :)
Wreszcie jest!

Pełni zdumienia wsłuchujemy się z mężem w słowa, które zaczyna wypowiadać nasza mała córeczka. Pierwsze z nich, jakże osobliwe i wyraźne, to "nieeeee" z długim dość ogonkiem i brzmiące całkiem podobnie do "jeeeee". Towarzyszy temu kiwanie główką, co ma oczywiście pomóc w zaprzeczaniu. Wypowiadane cienkim głosikiem całkowicie nas rozbraja.
Kolejnym słówkiem, jest "taaa" co oznacza "tak", oraz, uwaga.."ga-ka", co oznacza oczywiście Agatka:)
Słówka "mama" i tata" stały się bardzo wyraźne i wypowiadane z pełną świadomością.

Oprócz tych kilku cudownych słówek, jest mnóstwo innych, niezidentyfikowanych wyrażeń słownych, których używa moje dziecko dla wyrażenia swoich uczuć tudzież ważnych dziecięcych spraw. Czasem mruczy coś pod noskiem, mówi po swojemu zwłaszcza gdy przegląda książeczkę, próbuje "pisać" długopisem, czy też bawi się z zaaferowaniem.

A dzisiaj, siedząc w wózku podczas spaceru, sprytnie i jakoś tak bezwiednie, powtórzyła "cieść", które wypowiedziałam do napotkanej koleżanki, czym wprawiła mnie w kompletne osłupienie.




piątek, 8 lipca 2011

Urlop

Całkiem spokojnie... zaczynam swój urlop, urlop z rodzinką. Nie mam żadnych specjalnych planów - ot, plaża, wyjazdy do kilku miejsc celem zwiedzenia:), wizyty u koleżanek, znajomych. Takie zaległe, od dawien dawna, które przez mój zapracowany tryb życia wiecznie się odwlekały. Muszę się wreszcie zrehabilitować. 
Poza tym, chciałabym się wziąć za porządki w domku, za "poukładanie" kilku spraw... i chciałabym, zwyczajnie odpocząć, spędzić czas z dziećmi i, może przeczytać wreszcie jakąś książkę. Mam nadzieję na to, że za dwa tygodnie wrócę do pracy pełna energii, świeżego umysłu, i wewnętrznego spokoju. Wyciszona i szczęśliwsza, bo wypoczęta.

Moje małe-duże półtoraroczne Dziecko nie ustaje w zaskakiwaniu mnie każdego dnia. Najbardziej fascynuje mnie to, że Niunia, choć niewiele mówi, rozumie niemal WSZYSTKO. Wystarczy, że wspomnę, że mama umyje dziś Agatce główkę, mała już wędruje do łazienki. Przecież kąpiele tak bardzo lubi! Gdy poproszę, by zaniosła kubeczek po herbatce do zlewu - zrobi to! Z właściwą dla siebie, dumą, i rozbrajającym błyskiem w oczach. Fascynuje ją chodzenie po schodach. Zarówno wchodzenie jak i schodzenie. Uwielbia wędrówki za rączkę. Wkładana do wózka protestuje ze wszystkich sił. Jestem z niej bardzo dumna. Wiem, że pomimo, iż tak mało mówi, rozwija się prawidłowo.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich czytelników:)


czwartek, 9 czerwca 2011

Dogonić Czas

Tak, wiem. Mam wiele do nadrobienia.
Zaganiana, zajęta, zapracowana. Pewnie tak jak Wy wszystkie, dziewczyny.

Jakoś ostatnio nie miałam weny do pisania. A dziś jeszcze się pochorowałam. Ból gardła, ogólne rozbicie, katar, takie tam. Skąd? Po prostu - upał + klimatyzacja w aucie = choróbsko.

A działo się u mnie wiele. W większości imprezy rodzinne, majówka, parapetówka.
Poza tym wciąż szybko pędzący czas nie pozwala mi na wiele rzeczy. Zajęta pracą i domem wydobywam dla siebie to, co najcenniejsze, a reszta pozostaje gdzieś w tyle, wciąż odkładana na później.
 
Pokażę Wam troszkę zdjęć:)


Majowe występy mojej córki, i... bohaterowie drugiego planu:)

Występ mojej córeczki to jedna z najmilszych rzeczy. Wspaniale jest patrzeć jak moje dziecko z roku na rok się rozwija, dorasta, czerpie radość z tańca. I radzi sobie doskonale. Ostatnio, wraz z zespołem zdobyła pierwsze miejsce w konkursie Przeglądu Form Tanecznych w Jastarni.

To już połowa czerwca, ale ja wspomnę jeszcze majówkę z przyjaciółmi. Super spędzony czas, zabawa i odpoczynek. Pogoda nie dopisała tylko w ostatni dzień, poniedziałek 30 maja gdzie to już wyruszyliśmy do domu, choć planowo mieliśmy pozostać do 31 maja. 

Najmłodsza córcia pozostała z Babcią. Tak, tęskniłam. Bardzo. Ale i odpoczęłam, zrelaksowałam się, odkładając na bok wszystkie swoje troski.

Choć poprzedni post, gdzie pisałam o swoim mężu, był nieco smutny i przygnębiający, chcę powiedzieć, że spędziłam z nim wspaniałe chwile. Wdzięczna jestem teściowej, że mogłam jej zostawić Malutką i moim znajomym przyjaciołom, za propozycję wyjazdu.


Agatka... cóż, tak wiele się dzieje w jej życiu. Jej rozwój jest jak pąk kwiatu, który każdego dnia wypuszcza nowy płatek. Wypunktuję więc te "płatki":)

* przesypia wreszcie całe noce, w zasadzie już od marca, czyli po skończeniu roczku
* ma sześć zębów, dwa na dole, cztery u góry, a trzonowe z tyłu dosłownie widać przez dziąsła
* "rozmawia" z nami mową swojego ciała: kiwa główką, wywraca oczkami, pokazuje rączką. Z jej ust wydobywają się dziwne dźwięki, typu: tsy, tsy, dada, ojć, diadi. Diadi - to dziadek, to wiemy wszyscy:)
* prowokuje z nami zabawę, wie dobrze, czego się spodziewać 
( gdy sroczka..."fruuuu - odleciałaaaaa")
* złość swoją i niezadowolenie wyraża płaczem, krzykiem i uporem. Wchodzi i zagląda wszędzie tam, gdzie jej nie wolno - do szafek, łapie się za kurki przy kuchence w kuchni, a także weszła ostatnio na biurko Dominiki:)


* ostatnio znowu była chora - wymiotowała, gorączkowała i miała infekcję gardła. Ponoć wszystko właśnie przez zęby.
* sadzana na nocnik potrafi zrobić siusiu wstając przy tym po kilka razy by sprawdzić, czy to już:)

 

Jest uśmiechniętą, kochaną Istotką. Nawiązuje kontakt ze wszystkimi, posyła im buziaczki i mruga oczkiem. Rozpoznaje jednak najbliższych. Jej "zestaw ratunkowy" to smoczek i tetrowa pieluszka. Mruczy tulona do spania i śmieje się z mojego śpiewania kołysanek:)


Niebawem, jeśli wszystko dobrze pójdzie, czeka mnie dwutygodniowy urlop wypoczynkowy. To niewiele, a jednocześnie tak wiele. Jak pomyślę, że rok temu całe lato spędziłam w domu... No cóż, trzeba się cieszyć, z tego co jest. To i tak dobrze, że mam na ten urlop szansę. Z doświadczenia wiem, że czasem w firmach różnie to bywa.

Pozdrawiam wszystkie Was dziewczyny - mam nadzieję, że wybaczycie mi moją nieobecność. Mogę Wam powiedzieć, że postaram się pisać częściej, ale czy mi się uda...? 
Czas przecieka mi wprost przez palce...

poniedziałek, 9 maja 2011

Miłość

Kocham te uśmiechy.
Kocham pisk radości.
Kocham gładziutkie stópki.
Kocham roześmiane oczy.
Kocham małe ciałko wtulające się w mnie.
Kocham pachnącą główkę, szyjkę.
Kocham słodkie malutkie usteczka.
Kocham tupot małych nóżek.
Kocham Jej ciekawość świata
Kocham Jej dziecięcość.