Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominisia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominisia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 grudnia 2011

Siła przyjaźni

Z naszego osiedla, z bloku obok, wyprowadziła się dziś Koleżanka.
Spokojna, ułożona, sympatyczna dziewczynka.
Jedna z najlepszych Koleżanek Dominisi.

Wiadomo było o tym od dawna, a od miesiąca, że to już niebawem. Mam kontakt z mamą tej dziewczynki - o pięknym imieniu Vanessa.

Dziś Dominika dostrzegła w oknach brak firan. To przypomniało jej, że w szkole Koleżanka jej o tym wspominała. "Mamo, Vanessa się dziś wyprowadza"...  powiedziała mi to całkiem poważnie, w samochodzie, jak dojechałyśmy na parking i gdy spojrzała w te okna. Jej głos w pewnym momencie się załamał... i nastąpiła głucha cisza. Poczułam, że kompletnie nie wiem, co jej odpowiedzieć.

W domu potoczyły się łzy, które międliły się już na klatce w gardziołku mojej córci. Nie ukrywam, że i ja mocno się wzruszyłam.

Vanessa to koleżanka, z którą Dominika znała się z przedszkola, teraz razem chodzą na tańce. Spotykają się w szkole, ale oprócz tego mieszkają blisko siebie - na tyle blisko, że spędziły razem całe lato. 

Niemal codziennie umawiały się na spotkania, jeździły rowerem, na rolkach, wisiały na drabinkach. Bawiły się lalkami, budowały namioty z koców, rysowały kredą po kostce chodnikowej. Czasem kupowały sobie lody i przesiadywały na ławce chichocząc i opowiadając sobie historyjki. Bywało, że ganiały po dworze do późnego wieczora, a ja z okna słyszałam ich radosne śmiechy. Potem dzwoniły do siebie, sms-owały... Ja z radością i zaciekawieniem obserwowałam tę ich rozwijającą się przyjaźń, wspominając swoje najmłodsze lata. Często nie mogłam wyciągnąć Dominiki do domu.

Kiedyś, późnym latem, we wrześniu, na prośby obu dziewczynek, wypuściłyśmy je dwór. Choć było już zimno, i szarawo, one ciepło ubrane, siedziały na ławce przed blokiem ciesząc się swą obecnością. Wróciły szybko, gdy tylko zapadł zmrok.
Do dziś pamiętam rumieniec na twarzy Dominiki, jej zmarznięte na kość dłonie i radosne oczy.

 Vanessa nie wyprowadziła się daleko. Jestem pewna, że dziewczyny będą się spotykały. Zadbam o to, bo  znam wartość prawdziwej przyjaźni. Dlatego tak bardzo się wzruszyłam tuląc do siebie zagubioną Dominikę.

piątek, 14 października 2011

Dzień Nauczyciela - Dzień Wspomnień

Patrzyłam wczoraj na śpiącą w moim łóżku starszą córkę. (Z racji tego, że mąż pracuje na nocne zmiany wyprosiła u mnie nockę:)
Na jej piękne włosy, delikatną cerę, przymknięte oczy z długimi rzęsami.
Taka jest już duża. A jednocześnie tak cudownie dziecinna, bo jej umysłem nie władają jeszcze zmanierowany świat, trudne wybory okresu dorastania, szkolne egzaminy...problemy dorosłości. Jest prostolinijna w działaniu, szczera w rozmowie, beztroska w zabawie. Kocha całym sercem, chłonie świat z radością, ale bez przesady.

Marzyłabym o tym, by taka została.

Wiem, że wiele zależy od nas, rodziców.
Bo zdaję sobie sprawę, że wychowanie to niełatwa sprawa. Ale cieszę się, że, póki co, Ona jest taka jaka jest. Że jest na dobrej drodze... tak myślę.

Co nie znaczy, że jest nieskazitelnie grzeczna i nie ma żadnych wad. Jest nieco roztrzepana, bardzo gadatliwa i czasem zwyczajnie buntuje się przeciwko prośbom rodziców.

Często wspominam czasy, gdy była taka malutka jak Agatka. To, że je czasem porównuję, to zrozumiałe, jednak staram się tego nie robić, bo dziewczynki są zupełnie inne jedna od drugiej.

...Pamiętam, gdy mając niespełna dwa latka z zapałem i precyzją układała dziecięce puzzle zaskakując tym nas, znajomych, i całą resztę rodziny. Że jak? Takie małe dziecko? Takie trudne układanki? A nie były to puzzle, takie 6 – elementowe na przykład. Był to komplet co najmniej 30 sztuk, czasem takich zupełnie malutkich. 
...Potem, gdy mając trzy latka recytowała pod prysznicem przedszkolne wierszyki z rozbrajająco poważnym wyrazem twarzy. Od początku mówiła dużo, i wyraźnie, nigdy nie miała problemów z trudniejszymi wyrazami. 
Była kochana, uwielbiana przez rodzinę, była moją największą radością, jedynym najcenniejszym skarbem. I nadal tak jest.
Dzisiaj taka z niej duża dziewczynka. I nie jest już "sama", wreszcie ma wymarzoną siostrzyczkę.

A ostatnio, parę dni temu, zaskoczyła mnie totalnie. Powiedziała, że z okazji Dnia Nauczyciela chce odwiedzić swoją Panią z przedszkola. Że chce Jej zanieść kwiatka. Zdębiałam, ale w mig zrozumiałam. Tak bardzo kochała to miejsce. Tak bardzo kochała swoją Panią. Tak trudne było rozstanie z przedszkolem, i dla Niej i dla mnie.  

Byłyśmy więc dziś.

Obserwowałam, jak z wielkim przejęciem i powagą składa życzenia Pani trzymając w dłoni różyczkę. Jest teraz uczennicą, i starała się to pokazać. Wstydziła się ale jednocześnie była przeszczęśliwa. Wyściskała Panią a ja stałam obok równie mocno wzruszona.

Jestem z niej bardzo dumna.

piątek, 26 sierpnia 2011

Schyłek Lata

Dzisiaj piątek, piękny słoneczny poranek na koniec wakacji. Pogoda iście plażowa – ach, żebym tak mogła, jeszcze skorzystać…

Już za tydzień nowy rok szkolny, powrót starych-nowych obowiązków, od których tak miło odpoczywało się latem.

Dzień uśmiecha się do mnie, a ja myślę, jak tutaj się zorganizować – mąż w weekend idzie do pracy.

Wieczorny rytuał usypiania Agatki wzbogaca się o śpiewane kołysanki. Takie, które śpiewałam niegdyś małej Dominisi.

„Śpij Maleństwo już – słodkie oczka zmruż
Tyle chcesz przejść nieznanych dróg – a tu czas
Na spanie już
Śpij Agatko już – za Tobą księżyc świeci tuż
Nie dorastaj, nie – masz czaaaas
Niech Cię sen otuli już…”

Zdecydowanie domaga się mojej bliskości, i wystarczy 15 minut tulenia małego ciałka do piersi – a Dziecię pomrukując zadowolone zasypia. Nie szczędzę Jej tych chwil – w końcu cały dzień przebywam bez Niej, bez Nich, poza domem.

Starsza wyłapuje ostatnie chwile w towarzystwie koleżanek na dworze. Fruwają karteczki, segregatory, kwitnie wymianka. Co rusz przybiega to po rolki, to po rower, to po koc i lalę z akcesoriami, to umawia się do koleżanki.

Wieczorem pada wykończona, ledwie zdążę z nią porozmawiać. Ma tak wiele swoich "własnych spraw". Moja duża panna.

zdjęcie pochodzi z internetu:)

wtorek, 2 sierpnia 2011

Córeczki


"Dzieci wnoszą w życie ich rodziców wiele słonecznych chwil, ale również wiele nowych, nieoczekiwanych wyzwań"

One dwie. 

Pierwsza, najstarsza, wiedzie prym, w każdej dziedzinie i z racji tego, że jest starsza, ciągnąc za sobą małą dłoń siostrzyczki. Pokazuje Jej świat w sposób koleżeński, choć czasem zrozumiały co najmniej dla siedmiolatków. Tłumaczy, wzrusza ramionami, wzdycha, podnosi wzrok ku niebu…  śmieje się, wygłupia, kładzie na podłodze, skacze, improwizuje, naśladuje. Jest pełna dziecięcej prostoty, beztroski i bezpośredniości. Pokazuje Agatce karteczki ze zwierzątkami, mówiąc:

-Kim jesteś? Bo ja jestem tymi trzema kotkami a Ty tymi dwoma pieskami. A które pieski Ci się najbardziej podobają? Bo mi te małe.

-No, podaj mi tę piłkę, no rzuć, no chodź, no usiądź… nie siadaj, mama weź ją!!!

Kochana, pomocna, rezolutna, czasem rozumiejąca-o-pięć-minut-za-późno, gdy mama musi prosić o coś dwa razy, (razy trzy:)). Bardzo troszczy się o siostrzyczkę. Pomoże Mamie - wyrzuci śmieci, wyskoczy do sklepu, podejdzie do sąsiadki po klucz do suszarni. Coraz bardziej mądrzejsza, coraz bardziej „dorosła”. Mówi o sobie „Siostra”.


Druga, Młodsza, chłonąca otaczający świat całym swoim malutkim jestestwem. Świat poznaje szybko, szybciej aniżeli Starsza kiedyś w jej wieku. Tak szybko jak dzieją się rzeczy wokół niej za sprawą Starszej. Z zapałem zabiera się za pudełko z kredkami, którymi to maluje siebie i wszystko wokół. Chyba, że zdąży dobiec mama lub inny ktoś. Łapie się za telefon Młodej i z powagą mówi swoje „Ało?”, dobiera się do jej rolek, kapci, gier, plecaka, książek, lalek… Z upodobaniem próbuje „wyjąć” z gazetki zabawkę czy też wózki dziecięce z gazety o dzieciach. Prosi o to rodzica. Próbuje „odpiąć” rzepy w całkowicie gumowych butach lalki:)
Rozbraja nas! Myśli, obserwuje, i tak wiele rozumie. Tuli się do Starszej, a uśmiech nie schodzi z jej buźki.


One dwie.

Są zupełnie różne. "Chowają się" - każda zupełnie inaczej. Obie są na swój sposób cudowne i wyjątkowe. Moje kochane córeczki.


czwartek, 9 czerwca 2011

Dogonić Czas

Tak, wiem. Mam wiele do nadrobienia.
Zaganiana, zajęta, zapracowana. Pewnie tak jak Wy wszystkie, dziewczyny.

Jakoś ostatnio nie miałam weny do pisania. A dziś jeszcze się pochorowałam. Ból gardła, ogólne rozbicie, katar, takie tam. Skąd? Po prostu - upał + klimatyzacja w aucie = choróbsko.

A działo się u mnie wiele. W większości imprezy rodzinne, majówka, parapetówka.
Poza tym wciąż szybko pędzący czas nie pozwala mi na wiele rzeczy. Zajęta pracą i domem wydobywam dla siebie to, co najcenniejsze, a reszta pozostaje gdzieś w tyle, wciąż odkładana na później.
 
Pokażę Wam troszkę zdjęć:)


Majowe występy mojej córki, i... bohaterowie drugiego planu:)

Występ mojej córeczki to jedna z najmilszych rzeczy. Wspaniale jest patrzeć jak moje dziecko z roku na rok się rozwija, dorasta, czerpie radość z tańca. I radzi sobie doskonale. Ostatnio, wraz z zespołem zdobyła pierwsze miejsce w konkursie Przeglądu Form Tanecznych w Jastarni.

To już połowa czerwca, ale ja wspomnę jeszcze majówkę z przyjaciółmi. Super spędzony czas, zabawa i odpoczynek. Pogoda nie dopisała tylko w ostatni dzień, poniedziałek 30 maja gdzie to już wyruszyliśmy do domu, choć planowo mieliśmy pozostać do 31 maja. 

Najmłodsza córcia pozostała z Babcią. Tak, tęskniłam. Bardzo. Ale i odpoczęłam, zrelaksowałam się, odkładając na bok wszystkie swoje troski.

Choć poprzedni post, gdzie pisałam o swoim mężu, był nieco smutny i przygnębiający, chcę powiedzieć, że spędziłam z nim wspaniałe chwile. Wdzięczna jestem teściowej, że mogłam jej zostawić Malutką i moim znajomym przyjaciołom, za propozycję wyjazdu.


Agatka... cóż, tak wiele się dzieje w jej życiu. Jej rozwój jest jak pąk kwiatu, który każdego dnia wypuszcza nowy płatek. Wypunktuję więc te "płatki":)

* przesypia wreszcie całe noce, w zasadzie już od marca, czyli po skończeniu roczku
* ma sześć zębów, dwa na dole, cztery u góry, a trzonowe z tyłu dosłownie widać przez dziąsła
* "rozmawia" z nami mową swojego ciała: kiwa główką, wywraca oczkami, pokazuje rączką. Z jej ust wydobywają się dziwne dźwięki, typu: tsy, tsy, dada, ojć, diadi. Diadi - to dziadek, to wiemy wszyscy:)
* prowokuje z nami zabawę, wie dobrze, czego się spodziewać 
( gdy sroczka..."fruuuu - odleciałaaaaa")
* złość swoją i niezadowolenie wyraża płaczem, krzykiem i uporem. Wchodzi i zagląda wszędzie tam, gdzie jej nie wolno - do szafek, łapie się za kurki przy kuchence w kuchni, a także weszła ostatnio na biurko Dominiki:)


* ostatnio znowu była chora - wymiotowała, gorączkowała i miała infekcję gardła. Ponoć wszystko właśnie przez zęby.
* sadzana na nocnik potrafi zrobić siusiu wstając przy tym po kilka razy by sprawdzić, czy to już:)

 

Jest uśmiechniętą, kochaną Istotką. Nawiązuje kontakt ze wszystkimi, posyła im buziaczki i mruga oczkiem. Rozpoznaje jednak najbliższych. Jej "zestaw ratunkowy" to smoczek i tetrowa pieluszka. Mruczy tulona do spania i śmieje się z mojego śpiewania kołysanek:)


Niebawem, jeśli wszystko dobrze pójdzie, czeka mnie dwutygodniowy urlop wypoczynkowy. To niewiele, a jednocześnie tak wiele. Jak pomyślę, że rok temu całe lato spędziłam w domu... No cóż, trzeba się cieszyć, z tego co jest. To i tak dobrze, że mam na ten urlop szansę. Z doświadczenia wiem, że czasem w firmach różnie to bywa.

Pozdrawiam wszystkie Was dziewczyny - mam nadzieję, że wybaczycie mi moją nieobecność. Mogę Wam powiedzieć, że postaram się pisać częściej, ale czy mi się uda...? 
Czas przecieka mi wprost przez palce...