poniedziałek, 7 maja 2012

Zachwyt

Rankiem wypiłam trzy ulubione kawy. Choć próbowałam odkopać się ze sterty papierów, ciągle byłam jakaś nie do końca rozgarnięta. 

***

Piękne jest słońce wschodzące wczesnym rankiem, któremu wtóruje świergot obudzonych ptaków. A jednocześnie piękna jest upalna cisza. 

Piękny jest wieczorny towarzysz księżyc, z nocy na noc coraz bardziej okrągły. 

Piękny jest zapach świerków połączony z zapachem porannej mgły znad jeziora. 

Piękna jest poranna kawa na powietrzu w towarzystwie męża, dzieci i przyjaciół. 

Piękna jest zieleń rozkwitających drzew, a nawet źdźbło trawy uginające się pod ciężarem biedronki. Kurde, nawet bzyczenie bąka może być piękne. 

Piękne są małe gołe stópki mojej córci skąpane w słońcu i wodzie z basenu. 

Piękne są rozpuszczone włosy Starszej, gdy w okularkach opala sobie twarz. 

Piękne są chwile przy ognisku, bo w ogniu można zobaczyć wspomnienia. 

Piękne są chwile z Przyjaciółką, gdy Ona wyciąga z przeszłości zapomniane przeze mnie wspólne momenty, wprawiając mnie w osłupienie i śmiech. 

Piękna jest miłość i uwielbienie męża, radość w jego oczach. 

Piękny jest spokojny, całonocny sen dziecka zmęczonego bieganiem słonecznymi ścieżkami. 

Piękna jest świadomość, że za sprawą cudownej pogody można zostać o jeden dzień dłużej. 

Pięknie jest nigdzie się nie śpieszyć. Piękny jest świat. Piękne jest życie.

***

Nie zepsuje tych zdań słowami, że powrót do rzeczywistości jest nieco mniej urokliwy, zwłaszcza po tygodniowej przerwie. Nie, nie napiszę tego. Zdecydowanie wolę zachować piękne wspomnienia i przebrnąć łagodnie do mojej codzienności.

Bo wciąż trwam w zachwycie nad tym miejscem i wspominam. A co. Wolno mi.








piątek, 27 kwietnia 2012

Majówka

Nie, nie, nie. Nie odejdę. Nie dam rady.

Może będę tutaj rzadziej, ale będę. Miałam zdecydowanie zły zamiar podparty złym samopoczuciem, chwilowym brakiem poczucia... sensu(?). Może się wygłupiłam, może.

Zbyt mocno pokochałam pisanie, czytanie, obecność tutaj myślą i słowem, zapałałam uwielbieniem do świata innej Mamy, świata pogodnych myśli, świata inteligentnych spostrzeżeń, ciekawych rad. Świata pełnego miłości do własnej twórczości, świata do tworzonego z pasją rękodzieła. Świata smutków, rozterek i radości takich jak moje, pełnego najprawdziwszej, babskiej codzienności. Kompletnie wpadłam w sieć blogowiska.

Wyrażanie moich myśli tutaj, to dla mnie oddech wysoko uniesioną piersią. Czasem chaotyczna, czasem wybita z rytmu a czasem jakby z innego świata. Wiem. Taka jestem. Jestem i będę. Bo inna nie będę.

Dziękuję wszystkim – zwłaszcza tym, którzy swoją obecność u mnie znaczą swoim słowem. Wiele to dla mnie znaczy. Kontakt z Wami, Wasze słowo – to jak obecność w moim domu.
Dziękuję.

Wyjeżdżam jutro z Rodzinką na pięciodniowy odpoczynek. Jezioro i łono natury. Liczę na dobrą pogodę i spokój. Znowu wracam do tego miejsca.

Cieszy mnie ciepła aura, która pojawiła się nad naszym morzem. Promienie słońca, które ogrzewają plecy, twarze i rozpalają serce. Ćwierkanie ptaków, wiatr muskający policzki. Czuję, że żyję!

Być może pojawi się tu za jakiś czas blokada, ale wcześniej  o tym napiszę.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozterki

Trochę się u mnie zatrzymało. Pisanie blogowe.  Rzecz ma się w tym, czy sens jest tego wszystkiego. Niby tak. Poza tym inne rzeczy. Wydarzenia. Brak czasu. Brak koncepcji. Wiosna. Poczucie …hmmm… brak poczucia. Póki co, trwam w tym braku. Do tego tematu wracam na końcu posta.

Tak więc Dziecię moje malutkie pięknie mówi. Zachwycająco. I zdania układa. I pytania. I żarty. I śmieje się z samej siebie po „zagraniu” zabawnej roli widzianej oczami Jej wyobraźni. Kocha buły (ciem bułę! =bułkę:), kocha mleko. Koniki i puzzle.  Nie kocha wielu innych rzeczy, które psują jej zabawę, przerywają Jej rytm, wtedy gdy: trzeba się ubrać, pójść na spacer, pójść do kąpieli. Przechodzi okres sprzeciwu doskonałego:)

I trafiły nam się przykrości, szpitalne. Wizyta, gdy Agatka potraciła siły. Dwa dni wcześniej mocno wymiotowała, walczyliśmy z biegunką. Po wizycie u lekarza, podaniu leków, które zatrzymały wszystko - wizja szpitalnego łóżka odeszła w niepamięć. Nauczona doświadczeniami ze Starszą zbyt dobrze wiedziałam, czym może się to skończyć. Dlatego w zanadrzu miałam skierowanie od lekarza do szpitala. Bo matczynego doświadczenia jednak mi zabrakło. Bo Dziecko za mało piło. Jadło jak kurczaczek. Poleżałyśmy dzień cały na kroplówkach i ciepłym słonecznym popołudniem tego samego wyszłyśmy do domu. Ufff…


Świątecznie udało nam się pobyć razem.  Bardzo mocno razem. Cieszyć się sobą, swoją obecnością, radować radością Dzieci. Odpocząć. Zadowolić Rodziców wizytą. Zaliczyć dość zimny, ale wesoły spacer.

Tymczasem Niunia wraca do formy. Je coraz więcej i lepiej, i coraz więcej Jej wszędzie. Mam nadzieję, że póki co, kryzys zażegnany.


Myślę  o tym, by zakończyć pisanie. Bronię się przed tym, ale wydaje mi się, że jestem coraz bliższa tej decyzji. Pozostaje mi jeszcze blokada bloga - może dzięki temu będę mogła pisać swobodniej. Ta kwestia pozostaje jednak jeszcze w moich nie do końca sprecyzowanych planach...